Gwiazdor przyszedł na świat w 1981 roku.
Dorastał w niezbyt wesołej atmosferze - jego
rodzice bez przerwy kłócili się ze sobą.
W końcu rozwiedli się,
gdy chłopiec miał cztery lata.
"Na szczęście byłem wtedy na tyle mały,
że niewiele rozumiałem z tego,
co się dookoła mnie dzieje" - wspomina Justin.
W młodości piosenkarz sporo czasu spędzał na podwórku,bawiąc się z dzieciakami z sąsiedztwa.
Mama (prowadząca dziś przedsiębiorstwo Just In Time,
które zajmuje się m.in. organizacją koncertów wokalisty)wyszła za mąż za bogatego bankiera.
Ojciec, kierownik chóru, poznał uroczą Lisę,
z którą miał trójkę dzieci.
Jedno z nich zmarło wkrótce po urodzeniu.
Justin bardzo to przeżył - poświęcił nawet maleństwu jedną ze swoich piosenek.
Śpiewać lubił zawsze.
Pierwsze koncerty - dla rodziców i sąsiadów - dawał już jako czterolatek.
Próbował też swoich sił w programie "Star Search", gdzie śpiewał piosenki country.
Spodobał się widzom, jednak nie zdołał przekonać do siebie jury.
Nic dziwnego, że przez następnych kilka lat trzymał się z dala od telewizji.
Tata zadbał jednak, by wciąż rozwijał się muzycznie.
W 1993 roku Justin wygrał casting i zaczął występować w programie "Klub Myszki Miki".
Poznał tam Christinę Aguilerę i Britney Spears,
w której kilka lat później zakochał się.
Zostali wówczas najpopularniejszą parą Ameryki.
Chodzili razem do kina i na koncerty, a przede wszystkim bardzo się kochali.
Niestety, nie mogli się widywać na tyle często, by utrzymać ten związek.
Równie ważny jak Britney okazał się dla Justina... pewien chłopak z "Klubu Myszki Miki".
W 1995 roku wraz z kumplem JC Chasezem założył boysband "N'SYNC".
Zespół odniósł olbrzymi sukces i nagrał mnóstwo wspaniałych kawałków.
Przez blisko sześć lat utrzymywał się na szczytach list przebojów.
Chłopcy wystąpili w kilkudziesięciu krajach
i mieli tysiące fanek.
W pewnym momencie jednak zmęczyli się swoim towarzystwem.
Zrozumieli też, że jeśli nadal będą grać razem, na zawsze pozostaną gwiazdkami pop.
Nigdy nie zdobędą prawdziwej sławy.
To właśnie dlatego w 2001 roku Justin rozpoczął prace nad solowym albumem.
Już pierwsze single z krążka "Justified" udowodniły,
że chłopak ma ogromne umiejętności.
Nic dziwnego, że album znikał ze sklepów w ekspresowym tempie.
"Byłem naprawdę miło zaskoczony.Przed premierą płyty bałem się,że moje nowe wcielenie nie spodoba się fanom.Okazało się, że trafiłem w dziesiątkę!"-wspomina wokalista.
Cociekawe, Justin nie chciał ograniczać się do śpiewania.
Pisał więc i produkował piosenki dla innych wykonawców,czasami występując z nimi w duetach
(jak z 50 Centem czy zespołem Black Eyed Peas).
Zagrał w filmach "Edison", "Alpha Dog" i "Jęk czarnego węża".
Użyczył też głosu Arturowi z "Shreka Trzeciego".
"Namówiła mnie do tego Cameron Diaz, z którą wówczas się spotykałem. Świetnie się wtedy bawiłem" - wyjaśnia Timberlake.
Jednak kariera aktorska to dla Justina tylko skromny dodatek do występów na scenie.
Nagrany rok temu album "Future Sex/Love Sounds" sprawił, że o piosenkarzu znów zrobiło się
głośno.
Gwiazdor nie kryje, że chce to wykorzystać.
Marzy o tym, by nawet za 20 lat cieszyć się popularnością.
"Wtedy będę wiedział, że o moim sukcesie zadecydował talent, a nie uroda" - powtarza w wywiadach.
Oby miał racje!